Na dobry początek
Prowadziłem już wiele blogów, także kilka różnych serwisów, ale wszystkie projekty porzucałem po jakimś czasie. Najczęściej się po prostu nimi nudziłem, lub po prostu coś przerywało dalszy rozwój. Tym razem pewnie też blog kiedyś padnie, nie będzie miał też dużej oglądalności, ani stałych bywalców, lecz przynajmniej jestem tego świadom.
O czym tym razem będę pisał?
Tym razem będę pisał tak właściwie to o sobie. A co, wolno mi być narcyzem. A konkretniej, będę pisał tu o swoim samochodzie, który potraktowałem jak zabawkę. Mam pewien plan wobec niego który chcę zrealizować, czy mi się uda? To się okaże. Póki co inwestuje w niego tyle ile tylko mogę, chociaż wiem że to może być bezcelowe, no ale to auto to moje hobby.
A może trochę historii?
Co tu dużo pisać. Auto kupiłem w Lutym 2009 roku, za cenę 3800pln. Cena rynkowa tego egzemplarza wtedy wynosiła 7500pln. Czemu tak tanio zapłaciłem? Kupiłem sobie sprawnie jeżdżący wrak, ot co! Samochód który kupiłem został zaniedbany przez poprzedniego właściciela, przez co ucierpiała blacharka, trochę tapicerki i plastików. Na całe szczęście Hondy mają silniki nie do zajechania i tu się to potwierdziło. Samochód w trakcie kupna miał 268000km przebiegu, jeździł jak żyleta i prowadził się pewnie. Dziś nie żałuje że kupiłem ten a nie inny egzemplarz, mam z nim sporo zabawy, która mnie cieszy i co ważniejsze zabawy nie związanej z jakimikolwiek awariami. To dziwne? Może, ale samochód nie zawiódł mnie ani raz, a jest ze mną od 10 000km. Jedyne inwestycje to po prostu normalne zużycie elementów oraz moje zachcianki.
A co to w ogóle za samochód?
Honda Civic 5-tej generacji, rok produkcji 1993, silnik 1.5 16V 90KM (d15b2 eg4), kolor niebieski, elektryczne szyby, elektryczny szyberdach, regulacja i wspomaganie kierownicy. Tak więc jak widać całkiem niezłe parametry jak na taki “złom”.
Tak więc kończę ten przydługi wstęp i powoli będę tu uzupełniał zmiany, ew. naprawy i koszta jakie poniosłem. Zobaczymy co z tego wyjdzie…